środa, 24 października 2012

Bobbi Brown Pot Rouge for Lips and Cheeks



Dzisiaj chciałabym przybliżyć nieco wrażenia jakie wywarł na mnie róż w kremie Bobbi Brown w kolorze
nr 11-Pale Pink. A wrażenia są fantastyczne!


Rozpocznę może od faktu, że róże uwielbiam, ale jak do tej pory żaden w kremie w mojej kosmetyczce jeszcze nie gościł. Przyznam, że trochę obawiałam się takiej formy, szczególnie w kwestii aplikacji...no bo jak to tak na podkład, co z pudrem...jakoś tak nie bardzo oczami wyobraźni widziałam współgranie tych wszystkich odmiennych faktur/warstw razem. Ale, że w sklepie kolor i cena bardzo przypadły mi do gustu postanowiłam zaryzykować i bez uprzedniego poszukiwania recenzji produkt trafił do koszyka. 

Testowanie rozpoczęłam w środku 40 stopniowego upału aplikując produkt palcami, oczywiście z duszą na ramieniu czy przypadkiem za 2 godziny różowa nowość nie spłynie mi z twarzy...tutaj wielkie zaskoczenie i ogromny plus należy się za:

+ fantastyczny, naturalny kolor rumieńców
+ świetną trwałość od rana do wieczora w wersji solo jak i na podkładzie
+ efekt zdrowej skóry, a nie płaskiego pudrowego matu jaki tworzą róże w kamieniu, czasem nawet te z drobinkami
+ wydajność

Róż zakupiłam w amerykańskim outlecie koncernu Estee Lauder (swoją drogą mają tam też niezły wybór MAC'a!) za dość atrakcyjną jak na polskie realia cenę 17 $. Cena regularna na amerykańskich stoiskach Bobbi Brown wynosi 25 $ i do wyboru mamy 10 odcieni, a w polskim Douglasie 115 zł i dostępnych jest 9 odcieni. Kolor, który posiadam to chłodny odcień różu bez drobinek i chociaż w opakowaniu może wydawać się wyjątkowo zimny, na skórze tworzy piękny odcień zdrowych, nienachalnych rumieńców, które mi osobiście kojarzą się z efektem jaki stwarza mroźne powietrze zimą :) 


Za największy plus jego kremowości uważam efekt jakiego nie stworzy żaden róż pudrowy/w kamieniu - skóra nabiera naprawdę zdrowego blasku. To właśnie ten blask ostatecznie przekonał mnie do stosowania w ostatnim czasie różu w formie kremu.


Początkowo aplikowałam go palcem w obawie, że pędzel mógłby zbytnio rozmazać mi go po twarzy, jednak metodą prób i błędów ostatecznie przekonałam się do aplikacji skośnym, typowym pędzlem do różu.
W tym celu nabyłam nawet słynną kulkę Hakuro, ale ostatecznie przekwalifikowałam ją do bronzera, bo jest jakaś taka dla mnie ...za mała jak do różu, więc korzystam ze skośnego "no name'owego" pędzla, który spisuje się całkiem nieźle i sprawia, że produkt pięknie stapia się ze skórą.

Producent zaleca stosowanie tego różu także do ust co oczywiście również wypróbowałam. Kolorystycznie ładnie współgrał z odcieniem mojej cery, zwłaszcza opalonej. Niewątpliwie jest to łatwe, szybkie i wygodne rozwiązanie, szczególnie latem. Na ustach prezentuje się ładnie, nic się nie roluje, nie wysusza, pozostawia uczucie miękkości. Jest to coś pomiędzy delikatnie kryjącą szminką z blaskiem i miękkością jaki daje ustom błyszczyk. Trwałość jako szminka na kolana zdecydowanie nie powala, ale być może tylko u mnie, bo jestem wyjątkowym zjadaczem szminek...

Na dzień dzisiejszy produkt zarówno na rynku amerykańskim jak i polskim dostępny jest w nieco innym -  nowym opakowaniu z lusterkiem. Mój znajduje się w tradycyjnym, "odkręcanym" słoiczku.

 Kończąc mój kremowo-rózany wywód zdecydowanie polecam róż Bobbi Brown w formie kremu. Cena na polskim rynku jest dosyć zaporowa, ale być może komuś uda się natrafić na niego w promocji, czy też skusi się na zakupy zagraniczne. Ja swojego różu używam od końca lipca, a więc od trzech miesięcy - zużycie jest znikome i myślę, że posłuży mi na jeszcze bardzo długo.

W dalszym ciągu jestem fanką róży w tradycyjnej formie w kamieniu, ale ten niewątpliwie sprawił, że osiągnęłam w makijażu efekt, który zawsze mi się podobał, a którego osiągnąć nie potrafiłam;) Jest to mój pierwszy kremowy róż i sprawił, że chętnie przetestowałabym inne. Dlatego pytanie do Was, 

czy macie swoje ulubione kremowe róże?
Które polecacie szczególnie?

Pozdrawiam, 
cocosour

5 komentarzy:

  1. Bardzo mi się podoba odcień różu, niestety jego kremowa postać nie nadaje się do mojej cery - pięknie wyeksponowałby pory a następnie spłynął :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie mam jeszcze ulubionego, ciągle poszukuję:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Komplement na temat włosów przekażę w najbliższych dniach siostrzenicy:)

      Usuń
  3. Miałam raz róż w płynie i zdecydowanie nie był to mój faworyt-źle się rozprowadzał i zostawały smugi, w kremie pewnie też by tak było (w moim przypadku) - niestet:/

    OdpowiedzUsuń
  4. ten wygląda dość fajnie:)

    OdpowiedzUsuń

proszę o niespamowanie w szerokim znaczeniu tego słowa:)